The Freedom Ride

Stany Zjednoczone maj 1961
The Freedom Ride z maja 1961 były akcjami na styku happeningu i obywatelskiego nieposłuszeństwa, które miały na celu zwrócić uwagę na problem segregacji rasowej w przestrzeni publicznej południowych stanów Ameryki. Podróż aktywistów CORE w ramach akcji, oprócz rozgłosu medialnego, przyniosła także przemoc ze strony rasistów, jak i władz stanowych.

4 maja 1961 roku z Waszyngtonu w ramach akcji The Freedom Ride aktywiści i aktywistki Kongresu Równości Rasowej (Congress of Racial Equality) wyruszyli na południe Stanów Zjednoczonych. Za cel podróży obrano Nowy Orlean, gdzie grupa aktywistyczna miała dotrzeć 17 maja. Akcja została zaplanowana i zorganizowana przez CORE jako upamiętnienie siódmej rocznicy tzw. Brown decision, czyli przełomowego wyroku, który przyczynił się do stopniowego zniesienia segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych. Właśnie 17 maja 1954 Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że segregacja ze względu na kolor skóry w amerykańskich szkołach publicznych jest niekonstytucyjna i sprzeczna z 14. poprawką do Konstytucji. Sześć lat później, w grudniu 1960 roku Sąd Najwyższy w sprawie Boynton przeciwko stanowi Wirginia stwierdził, że także segregacja w transporcie międzystanowym jest bezprawna i niekonstytucyjna.

Strategia The Freedom Ride opierała się na powtórzeniu głośnej akcji z 1947, zwanej Journey of Reconcilation. W jej ramach, pod koniec lat 40. szesnaście działaczy z CORE wyruszyło w podróż na południe, chcąc łamać zwyczajową zasadę dotyczącą wydzielonych miejsc dla osób o różnych kolorach skóry. Przez dwa tygodnie biali siadali na miejscach zarezerwowanych dla osób czarnoskórych w publicznych autobusach, a czarni działacze na miejscach „dla białych”. W czasie trwania akcji protestujący byli wielokrotnie aresztowani, w szczególności w Północnej Karolinie, jednak w dalszej perspektywie działanie przyniosło skutek – przyczyniło się do zwrócenia uwagi na niekonstytucyjność segregacji rasowej.

W 1961 roku, działacze CORE planując The Freedom Ride doskonale wiedzieli o tym, że stany południowe wciąż hołdują rasistowskim zasadom zarządzania przestrzenią publiczną. Zaplanowano akcję, w ramach której grupy czarnoskórych działaczy i działaczek siadają nie tylko na siedzeniach zarezerwowanych dla białych, ale również pojawiają się w poczekalniach i strefach przystanków, które wciąż były oznaczone jako przeznaczone dla białych. Białoskórzy aktywiści natomiast pojawiali się w miejscach zwyczajowo przeznaczonych dla Afroamerykanów – dokładnie w myśl zasady „jak gdyby”: jak gdyby segregacja rasowa nie istniała.

Jak wspomina ówczesny przewodniczący CORE i uczestnik wydarzeń, James Farmer:

„Kiedy podjęliśmy decyzję o wyruszeniu w podróż, każdy z nas był przygotowany na przemoc, która mogła nas dosięgnąć. Byliśmy przygotowani na ewentualność śmierci”.

Jednak akcję Farmer nie chce nazywać obywatelskim nieposłuszeństwem, ponieważ „robiliśmy właśnie to, co Sąd Najwyższy uznał za to, do czego mamy prawo”. The Freedom Ride była aktywistyczną prowokacją. Farmer wspomina:

„Czuliśmy, że możemy polegać na rasistach z Południa – nasza akcja miała doprowadzić do kryzysu; do sytuacji, w której rząd federalny zacznie egzekwować prawo”.

14 maja, jadąc przez Alabamę aktywiści i aktywistki podzielili się na dwie grupy. Pierwsza z nich została zaatakowana w Anniston – około 200 osób stanęło na drodze autobusu. Pojazd został obrzucony kamieniami, przebito jego koła, a wkrótce potem podpalono. Druga z grup, przejeżdżająca przez Birmingham, została napadnięta przez mieszkańców i pobita. Policja nie reagowała na zamieszki – jak później wykazało śledztwo, FBI wiedziało o planowanym ataku inspirowanym przez lokalne grupy Ku-Klux-Klanu. Zalecono nie ingerować w przebieg wydarzeń. Gubernator stanu Alabama John Patterson sytuację podsumował następująco: „Jeśli idziesz szukać guza, zazwyczaj go znajdziesz. Nie można zagwarantować bezpieczeństwa głupcowi – a tamci ludzie są [uczestnicy akcji The Freedom Ride], po prostu, głupcami”.

Pomimo niepowodzenia i problemów z firmami wynajmującymi autobusy i kierowców, aktywiści zdecydowali się kontynuować działania. Wydarzenia w Anniston i Birmingham wraz z biernością policji, lekceważącym stosunkiem władz stanowych, rosnącym zaangażowaniem w sprawę grup antyrasistowskich z innych miast, aresztowaniami działaczy i osobistym zaangażowaniem w sprawę Martina Luthera Kinga i Roberta Kennedy’ego przyniosły majowej akcji pożądany rozgłos.

Jednak The Freedom Riders nigdy nie dotarli do Nowego Orleanu – aktywiści wraz z ich sprzymierzeńcami doświadczyli przemocy: zarówno ze strony rasistów z Południa i zwolenników Ku-Klux-Klanu, jak i amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości – do końca lata 1961 roku ponad 300 osób, które spontanicznie włączyły się w akcję zostało aresztowanych na mocy praw stanowych.

W kwietniu 2011 roku w Missisippi Museum of Art otworzono wystawę upamiętniającą 50. rocznicę akcji The Freedom Riders – w maju 1961 roku w mieście Jackson doszło do aresztowania trzynastu aktywistów. Grupa, która wkroczyła do stref dworcowych zarezerwowanych wyłącznie dla białych została aresztowana, a później skazana za naruszanie porządku i odmówienie wykonania poleceń policji.